Symulowana przyszłość

Która z nowych doktryn stanie się na tyle zrozumiała i akceptowalna dla ludzi nadchodzącej epoki, aby zająć miejsce nie tylko chrześcijaństwa, ale i niewiele młodszego islamu?

Dwa tysiące lat temu, gdy młode chrześcijaństwo zdobywało popularność, było zrozumiałe i odpowiadało nowoczesnym wyobrażeniom ówczesnego społeczeństwa.
Stanowiło wyobrażalną alternatywę dla ludzi, którzy utracili wiarę w licznych bogów starożytności, w tym jedno z najważniejszych bóstw – cesarza, władcę.
System rozpadł się zarówno pod względem politycznym, jak i filozoficznym. Doszło do wyczerpania myśli przewodniej cywilizacji.
Na naszych oczach kończy się kolejna już epoka i od trawiącego zachodnią kulturę kryzysu nie ma ucieczki. Monoteistyczny Zachód przeszedł przez wszystkie cykle swojego istnienia, więc ustąpi miejsca nowej cywilizacji.
Zaczynamy “tradycyjnie”, od nowego średniowiecza – w swojej wczesnej formie przeplatającego się z odchodzącą epoką.
Witajcie w erze religijnych fanatyzmów, nacjonalizmów, które stanowią ostatni podryg umierającego organizmu. W czasach budowy murów, wymiany populacji, konfliktów klasowych, etnicznych, nietolerancji, nadmiernej fiskalizacji, lenistwa obywateli, kryzysów, upadku autorytetów i starych struktur społecznych.
Osiągnięcie wyższego poziomu świadomości, a co za tym idzie, rozwoju cywilizacyjnego wymaga doświadczeń, które zdobywamy, często tak bolesnych, aby były dobrze zapamiętane.
Nasze czasy charakteryzują się tym, że do władzy zamiast oświeconych humanistów dochodzą ponurzy brunatni populiści. Ich rolą, jest podpalić ten świat – podobnie jak Neron podpalający Rzym, są w swym szaleństwie przekonani, że postępują w interesie państwa.
Nowe wartości, które pojawiły się u schyłku starej cywilizacji: wolność, równość, braterstwo, oświecenie, dziś w kontrrewolucyjnym odwrocie – w przyszłości ewoluują do kolejnych form, które wyznaczą ramy postteistycznej cywilizacji. Wartości starego ładu odejdą wraz z ostatnimi obrońcami, którzy nadal wierzą w bogów starej epoki.

Potęga starożytności upadła wraz z zastąpieniem republiki autorytarnym cesarstwem, którego cień naznaczał całą następną erę chrześcijaństwa.
Wraz z nastaniem nowej wówczas epoki miejsce dyktatorów, populistów cesarzy zajęli chrześcijańscy cesarze, papieże i monarchowie.
Schyłek liczącego sobie 1789 lat chrześcijaństwa przyszedł wraz z nastaniem Rewolucji Francuskiej. Wtedy to lud rozpoczął zrzucanie władców z tronów, porzucił religię i rozpoczął procesy demokratyzacyjne. W swoim republikańskim nazewnictwie, paradoksalnie odwołując się do poprzedzających chrześcijaństwo form organizacji społecznej, jednak w udoskonalonej, bardziej zaawansowanej formie.
“Wielka zmiana” trwa już 300 lat – naszpikowanych brutalnymi wojnami – rządami populistów, kryzysami ekonomicznymi, humanitarnymi i wielkimi migracjami.
Jaka zatem będzie idea napędzająca przyszłą cywilizację, która zajmie umysły ludzkości i będzie ewoluować przez następne dwa tysiąclecia?
Która z nowych doktryn stanie się na tyle zrozumiała i akceptowalna dla ludzi nadchodzącej epoki, aby zająć miejsce nie tylko chrześcijaństwa, ale i niewiele młodszego islamu?
Wciąż aktualna perspektywa postrzegania rzeczywistości, łączy to, co nazywamy światem materialnym z niematerialną (duchową / energetyczną) formą, którą przyjmujemy po śmierci.
Wiąże się z wiarą, czyli nadaniem dużego prawdopodobieństwa przekazom z czasów, kiedy formowały się współczesne systemy religijne.
Wraz z upływem lat, rozwojem nauki i techniki, stopień prawdopodobieństwa, że świat powstał tak, jak go niegdyś postrzegali “ojcowie kościoła” spada, finalnie osiągając stopień ateizmu. Ten proces laicyzacji społeczeństw obserwujemy dzisiaj w licznych krajach świata.
Warto tutaj wspomnieć, że u schyłku starożytności chrześcijanie określani byli ateistami – tymi, którzy zwątpili w dawnych bogów.
Postrzeganie świata będzie ewoluować wraz z postępem technologicznym oraz wchodzeniem w nasze życie coraz bardziej zaawansowanych urządzeń, które łączą fizyczną mechanikę z wirtualną rzeczywistością.
Wysoce prawdopodobne jest więc, że ludzkość nowej epoki, dojdzie do wniosku, że żyjemy w symulacji.
Myśl ta może zaś ewoluować przez kolejne dwa tysiąclecia, aż do momentu jeszcze lepszego zrozumienia natury wszechrzeczy.
W świecie, w którym poszerzona rzeczywistość sprawi, że wirtualne sporty staną się na tyle dostępne, aby wejść do mainstreamu, łatwiej będzie wyobrazić sobie rzeczywistość, w której funkcjonujemy jako “rzeczywistość gracza”, niż biblijne opowieści. Gracza, który po zakończeniu jednej gry, bardziej doświadczony, przechodzi do kolejnej.
Świat, w którym egzystujemy, ma charakter przyczynowo-skutkowy (wszystko ma przyczynę i wywołuje skutek). Można więc wysnuć, że to my sami tworzymy naszą osobistą symulację, na podstawie dotychczasowych zdarzeń. Wspólna płaszczyzna, na której się spotykamy, jest zaś wypadkową wszystkiego, co we Wszechświecie zaszło dotychczas.
Naturalną konsekwencją takiego rozumowania, jest wniosek, że my i Wszechświat stanowimy energetyczną całość, której główną substancję stanowi jakaś pierwotna energia dzieląca się na przeciwstawne, wzajemnie napędzające się siły.
W kulturach wschodu znane jako yin i yang, zachodu jako pierwiastki żeński i męski, nauce jako minus i plus, a w filozofii przedstawiane w formie współzależnych sprzeczności, które zasilają i wprowadzają w ruch całą symulację.
My sami jesteśmy więc integralną częścią obejmującego każdy aspekt wszechrzeczy Wszystkiego.
Właściwy “Gracz”, czysta niewidzialna świadomość, energia, na wspólnej płaszczyźnie zwanej “rzeczywistością”, kieruje losami postaci kreowanej na podstawie własnego doświadczenia, “bohatera” aktualnej symulacji .
Wszystko, od najmniejszych cząsteczek, po całe wszechświaty, jest w ciągłym ruchu, wibruje, ulepsza się i podlega przeobrażeniom w czasie teraźniejszym,
Od lat naukowcy głoszą, że wykorzystujemy jedynie niewielki procent możliwości swojego mózgu, prawdopodobne jest więc, że również jedynie niewielką część swojej świadomości poświęcamy na symulację materialnej rzeczywistości.
Tym oto sposobem rysuje się konsensus pomiędzy dziedzictwem zachodniej duchowości, która na kartach Kybalionu doszukuje się mentalnego (“Wszystko jest umysłem”) charakteru wszechrzeczy oraz upatrującymi się źródła w Akashy, kulturami Wschodu.
Mędrcy Wschodu, od tysiącleci nauczają na temat reinkarnacji wyobrażanej jako ciąg następujących po sobie symulacji. Są one zależne od karmy, uniwersalnego prawa przyczyny i skutku.
W obydwu przypadkach spotykamy się na płaszczyźnie, która jest wypadkową naszych poprzednich doświadczeń, zmieniając symulacje jak gry komputerowe, zawsze jesteśmy kimś innym, wciąż będąc tym samym „graczem”.
Legendy głoszą, że patrząc w ocean, napotkani przez Krzysztofa Kolumba tubylcy, nie dostrzegali zacumowanych w zasięgu wzroku statków. Było to spowodowane brakiem dotychczasowego doświadczenia w oglądaniu podobnych zjawisk.
To, jak postrzegamy Wszechświat, jest determinowane przez poziom indywidualnie zdobytych doświadczeń.
Prawdopodobna jest więc nieskończona liczba wszechświatów, w których mają miejsce procesy adekwatne do poziomu zaawansowania “istot”, które je tworzą, współistniejąc dzięki zbliżonym możliwościom poznawczym. Tyle widzimy, ile jesteśmy w stanie zrozumieć, tyle rozumiemy ,ile doświadczyliśmy.
Kolejne symulacje stanowią rezultat prawa przyczyny i skutku. Z perspektywy “bohatera”, “gry” mogą nie mieć wzajemnego związku, jednak mają go z perspektywy “gracza”.
W swojej biologicznej formie symulacja zachowuje ciągłość oraz rozwija się dzięki funkcjom rozrodczym organizmów żywych, które w postaci kodu DNA powielają swoją formę.
Wszystkie formy życia dążą też do ulepszania się na drodze doświadczeń.
Zgodnie ze starożytnym rozkładem sefir na kabalistycznym Drzewie Życia przechodzą przez etapy kreacji, rozkwitu i końca.
Aktualnie jesteśmy świadkami końca starej i początku nowej cywilizacji. Niejasne czasy przełomu pozwalają nam jedynie spekulować o kierunkach, którymi będzie podążać postteistyczna ludzkość.
Biorąc pod uwagę, że ostatnie średniowiecze trwało dziesięć stuleci, możemy się spodziewać wielu burzliwych zmian, które nastąpią, zanim zawalą się ostatnie świątynie stawiane w imię symboli krzyża i półksiężyca.

(Trafia do kontenera Duchowość)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

53 + = 58