Symulowana przyszłość

Która z nowych doktryn stanie się na tyle zrozumiała i akceptowalna dla ludzi nadchodzącej epoki, aby zająć miejsce nie tylko chrześcijaństwa, ale i niewiele młodszego islamu?

Dwa tysiące lat temu, gdy młode chrześcijaństwo zdobywało popularność, było zrozumiałe i odpowiadało nowoczesnym wyobrażeniom ówczesnego społeczeństwa.
Stanowiło wyobrażalną alternatywę dla ludzi, którzy utracili wiarę w licznych bogów starożytności, w tym jedno z najważniejszych bóstw – cesarza, władcę.
System rozpadł się zarówno pod względem politycznym, jak i filozoficznym. Doszło do wyczerpania myśli przewodniej cywilizacji.
Na naszych oczach kończy się kolejna już epoka i od trawiącego zachodnią kulturę kryzysu nie ma ucieczki. Monoteistyczny Zachód przeszedł przez wszystkie cykle swojego istnienia, więc ustąpi miejsca nowej cywilizacji.
Zaczynamy “tradycyjnie”, od nowego średniowiecza – w swojej wczesnej formie przeplatającego się z odchodzącą epoką.
Witajcie w erze religijnych fanatyzmów, nacjonalizmów, które stanowią ostatni podryg umierającego organizmu. W czasach budowy murów, wymiany populacji, konfliktów klasowych, etnicznych, nietolerancji, nadmiernej fiskalizacji, lenistwa obywateli, kryzysów, upadku autorytetów i starych struktur społecznych.
Osiągnięcie wyższego poziomu świadomości, a co za tym idzie, rozwoju cywilizacyjnego wymaga doświadczeń, które zdobywamy, często tak bolesnych, aby były dobrze zapamiętane.
Nasze czasy charakteryzują się tym, że do władzy zamiast oświeconych humanistów dochodzą ponurzy brunatni populiści. Ich rolą, jest podpalić ten świat – podobnie jak Neron podpalający Rzym, są w swym szaleństwie przekonani, że postępują w interesie państwa.
Nowe wartości, które pojawiły się u schyłku starej cywilizacji: wolność, równość, braterstwo, oświecenie, dziś w kontrrewolucyjnym odwrocie – w przyszłości ewoluują do kolejnych form, które wyznaczą ramy postteistycznej cywilizacji. Wartości starego ładu odejdą wraz z ostatnimi obrońcami, którzy nadal wierzą w bogów starej epoki.

Czytaj dalej Symulowana przyszłość

Religia sukcesu

„Nie urodziłem się jako hinduista, buddysta czy chrześcijanin, lecz jako grzesznik” – 7 lat temu stojąc przed rodziną, oznajmił 35-letni dzisiaj Rupesh. Po tej deklaracji nie czekał zbyt długo, lecz na drugi dzień spakował swoje rzeczy, opuścił dom rodziców i wyprowadził się do pokoju przy kościele. Zmienił też nazwisko.

Nazwisko w Indiach określa, z jakiej kasty wywodzi się twoja rodzina. Może być ono zarówno przepustką do kariery, jak i kulą u nogi, która na całe życie przywiązuje do niskiego miejsca na drabinie społecznej. Wraz z chrztem przybrał też nowe imię.
Odkąd chłopak z usytuowanego na granicy z Bhutanem miasta Jaigaon przystąpił do protestanckiej wspólnoty Mamre, wszyscy zwracają się do niego per Christopher. Tutaj poznał też swoje nowe środowisko, przyjaciół oraz żonę.
Biblii uczył się szybko, został więc jednym z niosących “słowo Pańskie” starszych. Zaczął nauczać.
W międzyczasie wyprowadził się z kościoła, zwalniając pokój dla innych nawróconych.
“Małżeństw zawarto u nas już kilkanaście” – opowiadał mi Christopher .
“Wszyscy utrzymujemy kontakty towarzyskie, spotykamy się, pomagamy sobie. W Jaigaon mieszka wielu chrześcijan.”
Członkowie wspólnoty nie spożywają alkoholu ani nie palą haszyszu, wesel więc nie ma. Zaślubiny w kościele, życzenia i do domu – pomnażać liczbę wyznawców.

Czytaj dalej Religia sukcesu

Ziemia, ta nieludzka

17 września każdego roku jest jedynym świętem państwowym, które wywołuje moje emocje i które, traktuję jako najistotniejsze.
Światowy Dzień Sybiraka, rocznica napaści ZSRR na Polskę to znakomita okazja, aby przypomnieć, co oznacza wojna dla zwykłych obywateli, wypędzonych, uchodźców, prawdziwych ofiar konfliktu.
Po raz kolejny nie mogę uczestniczyć w obchodach pod pomnikiem Sybiraków, które wielokrotnie miałem zaszczyt prowadzić.
Z racji na odległość, i tym razem nie siądę do babcinego ciasta w zacnym gronie członków Związku Sybiraków. Większość członków dzisiaj stanowią kobiety, bo mężczyźni umierają szybciej.
17 września jest dniem refleksji, który zwłaszcza nam, Dolnoślązakom powinien przypominać gdzie i jakie są nasze korzenie.
Poniżej dzielę się spisanymi za życia, krótkimi wspomnieniami mojego, ś.p. dziadka Ryszarda Hendlera. Wspomnieniami z nieludzkiej ziemi. Nie powiem, że miłej, ale na pewno wartościowej lektury Wam życzę.

Czytaj dalej Ziemia, ta nieludzka

Czy można zabić pijawkę w świątyni?

Niewielu zagranicznych turystów decyduje się na wizytę w himalajskim stanie Sikkim o tej porze roku. Mówiąc dokładniej: nie spotkałem nikogo. Ludzie boją się deszczu, chmur, powodzi, osunięć terenu itd. itp. Pogoda co prawda bywa różna – z naciskiem na „różna”, a osunięcia terenu są na porządku dziennym. Po drodze byłem świadkiem akcji poszukiwawczej zwłok pasażerów samochodu, który wraz z jednym z takich osuwisk, wpadł do rwącej, górskiej rzeki. Ratownicy, pontony, wojsko i jak to zwykle bywa spora liczba gapiów.
Pelling gdzie się zakwaterowałem to mieścina maleńka, aczkolwiek popularna i w lipcu pusta zarazem.
Położone na wysokości 2150 m. n.p.m. miasteczko jest jedną z najczęściej odwiedzanych, turystycznych destynacji w leżącym u stóp Kanczendzongi, dawnym, górskim królestwie, niezależnym państewku, włączonym jako stan do Indii na drodze referendum w 1975 roku. Wtedy to, dzięki poparciu 97% Sikkimczyków, licząca sobie 8586 m n.p.m. uważana przez miejscową ludność za bóstwo Kanczendzonga stała się najwyższym szczytem drugiego najludniejszego kraju świata.
Gdy zaczyna się sezon, liczne lokalne restauracyjki oraz górskie hotele wypełniają się ludźmi.
Jedną z najpopularniejszych atrakcji Pelling jest aktualnie, otwarta w 2018 roku u stóp 42-metrowej statuy patrzącego w dół, ze współczuciem na świat , bodhisattwy Awalokiteśwary, szklana kładka. Rozpościera się z niej genialny widok na Himalaje, a napisy informują, że należy ograniczać jednorazową liczbę odwiedzających do 50 osób, z czego wnioskuję, że w sezonie bywa tłoczno.
Wszystko więc wskazuje, że tutejszy, najstarszy w Sikkim, założony w 1642 roku buddyjski klasztor Sanga Choeling Monastery, także odwiedzają liczni turyści.
Niezależnie od wysokosezonowej popularności Pelling, w lipcu, kosztem widoków, które mi umknęły oraz pocztówkowych zdjęć, stanęła przede mną możliwość poznania prawdziwego, wolnego od turystycznego zgiełku życia himalajskiej prowincji.
Pierwszy raz do klasztoru, najstarszej tybetańskiej tradycji Ningma, trafiłem idąc we mgle, która zazdrośnie skrywała piękno Himalajów. Zwisające ze stromych wzgórz paprocie, świeże, górskie powietrze, odgłosy lasu oraz pustka, przywracały klasztorowi mistykę, z jakiej nawet najświętsze miejsca obdziera wysoki sezon turystyczny. Pokonując stromą, siedmiokilometrową trasę, odnosiłem wrażenie, że przeniosłem się do jakiegoś innego świata, świata czarów, z którego nie chcę wracać do rzeczywistości.

Czytaj dalej Czy można zabić pijawkę w świątyni?

Varanasi. Miasto napędzane przez Śiwę.

Podczas gdy większość systemów religijnych oferuje swoim wiernym całe zestawy gotowych odpowiedzi, hinduizm jest inny, zachęca ich do stawiania pytań. Kim jestem? Dlaczego jestem, kim jestem? Dlaczego moje ciało wygląda, jak wygląda? Z czego się składa? Dlaczego jest ciałem? Na te i wiele, wiele innych pytań latami siedząc na prowadzących do Gangesu schodach, odpowiedzi szukają sadhu, dążący do wyzwolenia “święci mężowie”, babowie, bramini i rozmaici przebierańcy. Broda, splecione włosy, wymalowane twarze, strój, najczęściej pomarańczowy. Nie ma jednego kanonu wyglądu “świętego męża”, tak jak nie ma jednego boga w hinduizmie. Dlaczego? To byłoby sprzeczne z naturą. Teoretycznie każdy człowiek, koncentrując swoją energię, zwracając się w jej kierunku (de facto do siebie samego), jest władny wykreować osobistego boga. Własnego, lokalnego, boga może więc posiadać każda społeczność. Stąd też wzięła się imponująca liczba 33 milionów czczonych bóstw, jak i ich rozmaite wyobrażenia oraz funkcje. Nie ma jednego kanonu wiary, tak jak nie ma jednego języka, grupy etnicznej, mody, ubioru, ani sposobu myślenia. Indie są wielkim zlepkiem różnorakich, drobnych elementów, a stosunek do wiary wyrazem tej różnorodności. Być może takie, a nie inne filozoficzne podejście ma wpływ na panujący w kraju charakterystyczny, wszechobecny nieład. Baba oznacza mędrca. Teoretycznie powinien być to ktoś, kto przez lata medytacji odnalazł odpowiedzi na istotne pytania. Mądrość baby może stanowić pomoc w drodze przez życie. Życie sadhu upływa w ascezie, okupione jest brakiem możliwości wykonywania pracy zawodowej, innej niż medytacja i poszukiwanie ścieżki wyzwolenia.
W tradycyjnie kastowych Indiach, gdzie nie było zwyczaju pomocy bliźniemu, wyjątek stanowi wspieranie mędrców. Sadhu nie potrzebuje wiele. Mieszka gdzieś w świątyni, odżywia się skromnie, jest skoncentrowany na kwestiach zupełnie niematerialnych. Idealny sadhu powinien pędzić wędrowny tryb życia. Przenosić się z miejsca na miejsce, zgodnie z archetypem spędzając swój czas częściowo na medytacji w górach, a częściowo nauczając nad Gangą.

Aby spotkać prawdziwego babę, udałem się do Varanasi. Miasta założonego przez samego Shivę, według naukowców liczącego sobie ponad 3000 lat, najważniejszego miejsca hinduizmu. Każdego roku poszukując odpowiedzi na stawiane sobie pytania, przyjeżdża tutaj około 2,5 miliona pielgrzymów oraz liczni turyści z całego świata.

Czytaj dalej Varanasi. Miasto napędzane przez Śiwę.

KUMARI – żyjąca bogini

Panujący w XVII wieku Król Dźajaprakaś, ostatni z rządzącej Nepalem dynastii Malla dokonał gwałtu na dziewczynce, która z tego powodu zmarła. Od tej pory w nocnych koszmarach nękała go opiekunka królewskiego rodu, bogini Taledźu, dając do zrozumienia, że musi odszukać małą dziewczynkę, która będzie reinkarnacją bogini. Ma ją czcić oraz co roku prosić o błogosławieństwo.
Kumari, w języku nepali znaczy dziewica. Kult dziewic w Nepalu jest znacznie starszy niż rządy dynastii Malla, liczy sobie kilka tysięcy lat.
Od czasu zbrodni, którą popełnił monarcha, Taledźu nie opuszcza Nepalu, zawsze pozostając młodą, mądrą, dostojną, urodziwą, odważną, grzeczną i nieskazitelną. Zgodnie ze starą tradycją, co roku udzielając błogosławieństwa głowie państwa. Aby w małej dziewczynce rozpoznać Kumari, żyjącą boginię, od stuleci zbiera się rada najwyższych kapłanów i astrologów. Kumari czczona jest zarówno przez hinduistów, jak i niektórych buddystów.
Kandydatka musi pochodzić z ludu Newarów i „spełnić surowe wymagania: nie może mieć żadnych skaz ani defektów, musi być urodziwa i zdrowa, dobrze wychowana, a także odważna. Do cech fizycznych, którymi musi cechować się Kumari, należą odpowiedni kształt paznokci, długie palce, płaskie stopy, pierś „podobna do lwiej”, szyja „jak muszla morska”, mały język, czysty i poważny głos, długie rzęsy, połyskująca skóra, sztywne włosy kierujące się na prawo, karnacja przypominająca miąższ figowca bengalskiego i 22 innych cech doskonałości.

Czytaj dalej KUMARI – żyjąca bogini

Matka (nie?)święta, patronka ubogich

Doktor Ranjan Mustafi lekarz z Kalkuty, wyciągając poważne argumenty natury medycznej, podważa cudowny charakter uzdrowienia Moniki Besra. Według Watykanu miało ono nastąpić w „jego” szpitalu za nadprzyrodzonym wstawiennictwem Matki Teresy i stanowiło jedną z podstaw jej procesu kanonizacyjnego.
Jednocześnie British Medical Journal informował o fatalnych praktykach, które miały miejsce w prowadzonych przez zgromadzenie sióstr Misjonarek Miłości placówkach medycznych.
W przestrzeni medialnej pojawiają się też kierowane pod adresem placówek zakonnych oskarżenia o handel dziećmi, chrzczenie „na siłę” przez siostry umierających wyznawców innych religii, oraz przeznaczanie ofiarowanych środków raczej na budowę nowych domów zakonnych i krzewienie wiary katolickiej niż pomoc ubogim.
Liberałowie oskarżali Matkę Teresę o skostniały konserwatyzm, sprzeciw wobec aborcji i antykoncepcji, konserwatyści zaś o liberalizm, synkretyzm religijny czy wręcz komunizm. Oliwy do ognia dolewają ujawnione pośmiertnie, wbrew jej woli, spisane za życia dzienniki, w których opisuje swoją „noc duchową” i utratę wiary w istnienie Boga.
Dom, w którym pracowała, żyła i zmarła Matka Teresa z Kalkuty jest otoczony ciasnymi, hałaśliwymi uliczkami, zamieszkanymi przez miejscową biedotę – ubogich ludzi różnych wyznań, w różnym wieku i różnego pochodzenia etnicznego. Ciężko pracujące dzieci, starcy z najniższej kasty, robotnicy. Niewielu jest tutaj chrześcijan, choć postać Matki Teresy szanują wszyscy.
Snując się ruchliwymi uliczkami, pytając ludzi, którzy mieli z nią styczność, poszukiwałem odpowiedzi dlaczego?

Czytaj dalej Matka (nie?)święta, patronka ubogich

Zapomniane królestwo Himalajów

Sikkim od pierwszego wejrzenia bardzo różni się od reszty Indii. Nie mam tu na myśli jedynie położenia w górach czy chłodniejszego klimatu, lecz ogólną estetykę miejsca. Estetyka jest tym, co zawsze rzuca się w oczy jako pierwsze. Czyste ulice, nieporównywalnie mniej kierowców nadużywających klaksonu, ruch drogowy raczej uporządkowany, mam wrażenie, że trochę na siłę przez wszechobecnych policjantów drogówki, ale jednak.
Centrum Gandtok, położonej na stromych wzgórzach niewielkiej, stanowej stolicy wyznacza deptak, którego nie powstydziłyby się europejskie kurorty. Modnie ubrane dziewczyny, podrywający je chłopcy ze smartfonami, brak żebraków i co jakiś czas przewijający się buddyjscy mnisi, w strojach świadczących o obrządku tybetańskim. Gangtok bardziej przypomina tybetańskie Garze w Chinach niż hałaśliwą i brudną Kalkutę.

Czytaj dalej Zapomniane królestwo Himalajów

Słodka herbata i gorzkie łzy

Według oficjalnych danych rządu Bangladeszu w obozach dla uchodźców Rohingya na Półwyspie Teknaf przebywa obecnie 1200000 uchodźców z sąsiedniej Birmy, nieoficjalnie liczba ta wynosi 1700000 i co roku się powiększa o około 100000 nowo narodzonych dzieci. Dramatyczna sytuacja humanitarna, brak oświaty i opieki medycznej są tutaj codziennością, z którą mierzą się władze jednego z najbiedniejszych państw świata, przy jednoczesnym braku chęci realnego rozwiązania problemu ze strony społeczności międzynarodowej.

„Jest w naszym języku takie pojęcie jak leniwy umysł”, powiedział mój niezastąpiony tłumacz Abdul. Pod tym określeniem kryje się stan ducha, który występuje, gdy człowiek przez długi czas nie ma nic do roboty. Wtedy codzienność przeobraża się w monotonię, ta monotonia wciąga, sprzed oczu giną wszelkie perspektywy, człowiek traci wiarę, że samemu jest w stanie cokolwiek zmienić.
Kiedy wpływające regularnie na konto pieniądze z zachodnioeuropejskich zasiłków pozwalają przeżyć na w miarę znośnym poziomie, zwykle kończy się to popieraniem zapewniających status quo populistów, ewentualnie jakimś brexitem. O wiele gorzej jest, gdy sponiewierani mężczyźni, ojcowie rodzin, których duma została złamana, domostwa spalone, a armia zgwałciła ich córki i żony, latami przebywają w obozach dla uchodźców.
Miesięczna racja żywnościowa dla całej rodziny wynosi tutaj 25 kilogramów suchego ryżu i trzy kilogramy fasoli. Do tego dochodzi jeszcze litr nędznego oleju palmowego, łaskawie darowanego przez rząd Wielkiej Brytanii – oleju, który, nie dość, że ma paskudny wygląd i śmierdzi, to jak twierdzą „obdarowani”, powoduje wiele problemów układu pokarmowego.

Czytaj dalej Słodka herbata i gorzkie łzy